niedziela, 20 stycznia 2013

Sprzedawca roku!

Jak to jest, że osoby, które zajmują się sprzedażą w naszej firmie (i tylko tym) sprzedały w ubiegłym roku ponownie mniej niż… ja. Ja, który nie dość, że sprzedaję, to jeszcze muszę zrealizować wszystkie te projekty. Nie uważacie, że to dziwne? A może powinienem zgłosić moją kandydaturę na członka Zarządu?

Owszem dostałem dziś nagrodę i tytuł „Sprzedawcy roku 2012”, ale co z tego. Kiedy w samej pracy nic się nie zmieni, nie zmienią się zasady, nie będę mniej pracować, nie będę dzięki temu bardziej zaangażowany czy w końcu bardziej szczęśliwy.




poniedziałek, 15 lutego 2010

Najgorszy klient

Mam już gotowy pełen raport podsumowujący projekt, jest zaakceptowany przez klienta, sprawdzone zostały wszystkie przecinki, kropki, literówki… Jednym słowem nie ma się czego doczepić. Jako, że klient jest instytucją publiczną wszystko musi być zgodnie z umową. Więc na dziś przypada dostarczenie raportu klientowi w wersji papierowej w 5 egzemplarzach. Od samego rana zajmuję drukarkę w biurze i drukuję. Jednak przy trzecim egzemplarzu drukarka się zacina. Jest około południa, ale oceniam, że nie zdążę wydrukować i dostarczyć wszystkich egzemplarzy dzisiaj. Więc dzwonię do klientki i mówię jaką mam sytuację. Słyszę tylko: „Ja pracuję dziś tylko do 16.00”, co oznacza w skrócie „Musisz mi to dostarczyć do 16.00, po tej godzinie nikt nie będzie mógł odebrać tych raportów, więc nie będzie protokołu odbioru, ani faktury”. 

Nie dość, że przez ten projekt mój szef w ostatniej chwili uchylił mi mój urlop, nie dość, że sam projekt kosztował mnie wiele nadgodzin i weekendów to jeszcze słyszę, że klientka nie jest w stanie przyjąć mojej pracy później. I do tego wychodzi z pracy o 16.00. Cudem sprężam się, proszę odpowiednie osoby o pomoc i udaje się dostarczyć 5 egzemplarzy o 15.50. Koniec. Nigdy więcej takich projektów, ani klientów.



środa, 15 marca 2006

Jajko mądrzejsze od kury

Jajko mądrzejsze od kury? To tak jak Klient mądrzejszy ode mnie? Pracując w korpo nigdy tego nie okazuj, Klient to zawsze Twój Pan, który wie lepiej jak powinien wyglądać projekt. Rozumiem, że badamy potrzeby Klienta, ale jak mu wyperswadować coś co jest bezsensowne? Jak przetłumaczyć, że to powinno wyglądać zupełnie inaczej? Jak przekonać go do tego, by zmienił zdanie?

Tym razem się nie udało.



piątek, 10 lutego 2006

Melancholia czy dysonans decyzyjny?

Nowa praca, nowe otoczenie, nowe biuro, nowi ludzie, nowe obowiązki. Wszystko nowe. Tak jakbym zaczął nowe życie. A jednak… Męczy mnie myśl, czy podjąłem słuszną decyzję zmieniając pracę. Widzę, że tu ludzie często pracują po godzinach, siedzą nad swoimi projektami do późna w nocy. Trochę tęsknię do moich starych obowiązków, wychodzenia w miarę punktualnie z pracy. Czy każdy z Was tak ma po zmianie pracy? Czy to tylko mi włączyła się jakaś melancholia?



poniedziałek, 16 stycznia 2006

Na wylocie...

Jestem już na wylocie. W sumie to cudowny okres, bo już właściwie niewiele Cię interesuje, nie musisz chodzić ani na wewnętrzne spotkania ani te z klientami. Masz czas na dłuższe pogaduszki przy obiedzie, na spacer do sklepu, możesz bezkarnie wyjść wcześniej z pracy. Jedyne co nadal trzeba robić to tu przychodzić.

Dziś rutyna została jednak przełamana. Sam Prezes poprosił mnie na rozmowę. Byłem tak zaskoczony, że na początku odjęło mi mowę, gdyż nigdy nie rozmawialiśmy sam na sam. W sumie nawet nie wiem czy wcześniej zauważał moją obecność. Ale to wielka korporacja, wielki Prezes, wielki świat… Podziękował mi za przepracowanych tu 6 lat i zaproponował, że może załatwić mi pracę u jednego z naszych klientów. Argumentem mnie przekonującym miało być: nic nie robienie. Tzn. usłyszałem, że wiele pracy tam nie ma i nie będę musiał wiele pracować. Tak to jest kiedy Wielki Prezes przez 6 lat nie wiedział jakie są moje potrzeby zawodowe, a w dniu rozmowy nawet nie dopytał mojej szefowej czy ten argument by mnie przekonał. Na tą chwilę mnie nie przekonuje. Od razu mam przed oczami Aferę Rywina i jakieś machlojki, w których zupełnie nie chcę brać udziału. Następnego dnia uprzejmie mu odmawiam.

EDIT 2020: Z perspektywy czasu trochę żałuję, że odrzuciłem tak fantastyczną, wręcz idealną propozycję pracy. Minęło 14 lat i oddałbym za taką posadę wszystko.



środa, 5 października 2005

Niech żyje decyzyjność!

Czekam już ponad rok na jakąkolwiek decyzję. Okazuje się, że w tej firmie najlepiej robić tylko to do czego jestem przypisany. Nie ma szans na pracę przy innych projektach, nie ma szans na wyjazd za granicę. Pracując nad jednym takim samym projektem od 5 lat można być ekspertem, ale też można mieć już go dosyć. Jeszcze jest we mnie dużo chęci nauki, poszerzenia wiedzy, robienia kariery.

Czytam w Internecie, że osoby ze średnim wykształceniem zarabiają tyle co ja. Coś tu chyba nie gra. Bez pieniędzy, bez perspektyw – co ja tu robię? Postanawiam, że szukam innej pracy.



piątek, 1 października 2004

Staż za granicą

Ta sytuacja z podwyżką spowodowała, że zacząłem się interesować odbyciem jakiegoś stażu za granicą w ramach mojej firmy. W końcu jest to firma globalna i przydałaby się jakaś wymiana wiedzy. Zwłaszcza, że cały wrzesień był w naszej firmie (a na dodatek w naszym zespole) Francuz z biura w Paryżu, który też chyba przyjechał tu, by się czegoś nauczyć. Jako, że słabo mówi po angielsku (jak to Francuz) to mam duże wątpliwości czy się czegoś nauczył. Ale skoro Paryż płaci za hotel, jedzenie i wypłaca mu diety – to czemu nie. Mam wrażenie, że całość diet Francuz wydaje na alkohol. W końcu jest zesłany sam na daleki wschód Europy (a może to już Azja?), więc zrozumiałe jest to, że topi smutki. Ale w czym? W winie? Chyba nie – wyczuwam od niego wyraźną nutę mocnych trunków. Z resztą Polska to wciąż kraj mocnych alkoholi – szkoda pieniędzy na wino.

W sumie szkoda, że mało rozmawia po angielsku. Takie są czasy, że każdy obcokrajowiec (nawet w Warszawie) to nadal dość egzotyczny widok i w sumie każdy jest miły i uczynny w stosunku do takiej osoby.

Oczywiście ze względu na znajomość języka najbardziej interesują mnie kraje anglojęzyczne. Szefowa popiera moje chęci, ta dziewczyna z Zarządu (która ma chyba naprawdę dobre zdanie na mój temat) też mnie popiera… Jednak okazuje się, że trzeba czekać. Przy okazji wspominam, że chętnie nauczyłbym się czegoś jeszcze. Może popracowałbym nad nieco innymi projektami z innymi Klientami. W każdym razie jestem otwarty na propozycje.





Popularne posty