piątek, 10 września 2004

Podwyżka

Wczoraj bardzo długo rozmawiałem z moją szefową na temat podwyżki. Wiem, że pracuję dopiero 4 lata, ale za otrzymywane pieniądze ledwo mogę utrzymać się w Warszawie. A zajmuje się niemal wszystkim. Nieskromnie powiem, że kiedy mnie nie ma w pracy – moja szefowa z wieloma sprawami nie może sobie poradzić, kiedy jej nie ma w pracy – ja radzę sobie ze wszystkim. Nawet od jednej dziewczyny z Zarządu firmy słyszę, że kiedy ja stracę wiarę w prowadzenie projektu nad którym pracuje – wtedy firma chyba przestanie realizować ten projekt. Więc siedzę i tłumaczę to mojej szefowej i mówię, że naprawdę potrzebuję więcej pieniędzy i że na nie zasługuję i że Klienci są zadowoleni i że współpracownicy także. Więc skoro wszyscy są szczęśliwi ze współpracy ze mną – ja też chcę być bardziej szczęśliwy.

Dziś otrzymuję maila od mojej szefowej skierowanego do Dyrektora Finansowego. Czytając od dołu mamy co następuje:

1. Moja prośba przekazana do Dyrektora Finansowego wraz z Zarządem

2. Odmowna odpowiedź Dyrektora Finansowego

3. Odpowiedź mojej szefowej, w której jasno jest napisane, że zasługuję na podwyżkę i w jej opinii podwyżka o 300-500 zł miesięcznie nie będzie jakimś dużym obciążeniem dla budżetu firmy. Zwłaszcza, że prowadzę projekty, które są warte dużo, dużo więcej.

Pod koniec dnia dostaję maila od szefowej z informacją, że udało się podnieść mi pensję o 300 zł netto! Zawsze coś.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty