Dzwoni dziś do mnie jeden z Klientów z prośbą o przesłanie danych dotyczących ich marki. Jako, że moja szefowa wielokrotnie mówiła mi, że bez umowy nie wysyłamy nic, uprzejmie poinformowałem, że za chwilę prześlę wzór umowy, po jego podpisaniu wystarczy mi skan, bym przesłał dane. Łącznie całość może zająć pewnie około 10-15 minut, po tym czasie klient będzie miał te informacje, których potrzebuje. Klient się rozłączył.
Jednak po 10 minutach przychodzi do mnie Wielki Prezes i prosi, bym jak najszybciej wysłał te potrzebne informacje do tego klienta. Okazało się, że klient po rozmowie ze mną zadzwonił do Wielkiego Prezesa i powiedział mu, że „jakiś uczniak nie chce mu przesłać danych, a przecież jest jednym z największych klientów naszej firmy”. Wielki Prezes przekazał mi te informacje mówiąc przy okazji, że bardzo dobrze, że tak powiedziałem temu klientowi, bo on nie zwykł sprawnie podpisywać umów, a cały Zarząd (w tym Wielki Prezes) bał się mu o nich przypomnieć.
Jak widać Klient nasz
Pan nawet jeśli nie podpisuje zamówień czy nie podpisuje umów. Dla mnie nauczka
dwojaka: bo dostałem po łbie, ale też zostałem pochwalony. Dodatkowo muszę
skutecznie omijać jakikolwiek kontakt z tym klientem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz